Monday, August 3, 2026

Jak pies do jeża

Myślałby kto, że skoro już mam swojego wymarzonego bloga, włożyłem cały trud w self-hosting i mam co na nim publikować, to będę odrobinę bardziej regularny. A gówno prawda… Wciąż wynajduję sobie jakieś powody, żeby regularnym nie być - a to żar się z nieba leje, a to akurat wpadnie coś na warsztat i MUSZĘ się tym zająć, a to po prostu mi się nie chce - i efektem są takie lawiny tekstu jak ta.

Nie obiecuję, że się poprawię. Może po prostu nie mam systematyczności we krwi; odkąd pamiętam, pracowałem zrywami, opieprzając się, gdy do założonego deadline’u było jeszcze daleko, i zarywając nocki, gdy niebezpiecznie się zbliżał. Tu na szczęście nie gonią mnie terminy, więc bez dalszych gorzkich żalów rozpocznijmy opowieść o tym, co zmieniło się w świecie nekrotechniki.

1) Remont sprężareczki Stanisławy

Stara wersja kompresora, o której wspominałem na samym początku bloga, nie podobała mi się - była źle pomyślana, za wysoka i złożona na odwal się w kilku miejscach (a raczej złożona z pomocą tego, co wtedy miałem). Czas mijał, ale ja oczywiście nie ruszyłem się, żeby poprawić błędy. Działa to działa, na co drążyć temat. Przyszedł jednak ten moment, gdy uszczelnienia zaczęły przepuszczać powietrze, a wężyk odstrzelił z hukiem od pistoletu.

Mamy więc teraz Stanisławę wersja 2 - niższą, bardziej ergonomiczną, bez rurek odstających na lewo i prawo, przez co mniej zahacza o meble, pod którymi ją trzymam. Wyeliminowałem też niepotrzebny reduktor ciśnienia, bo plany malowania modeli porzuciłem na dobre. Gdyby jednak to “na dobre” mi się odwidziało, to zostawiłem miejsce na przykręcenie bloku reduktora, póki co robiące za awaryjny spust powietrza ze zbiornika.

20260803_140640.jpg
20260803_140655.jpg

2) Instalacja woltomierza w motocyklu

W tak zwanym międzyczasie stałem się również posiadaczem kolejnego motocykla. Od razu zachciało mi się robić jakieś modyfikacje. Woltomierz był sensownym kompromisem między chęciami a możliwościami, gdyż nie wymaga wiele dłubania. A jednak mój perfekcjonizm sprawił, że całość kosztowała mnie ponad miesiąc pracy…
Pierwszym krokiem było znalezienie odpowiedniego miernika. Na dziś 99% woltomierzy, dedykowanych do motocykli, to mierniki z wyświetlaczem elektronicznym, a to mi się absolutnie nie podobało. Zaczęło się kopanie bez końca po portalach aukcyjnych, kilka chybionych zakupów - w końcu zdecydowałem się na woltomierz z ciągnika (!). Chromowaną obudowę trafiłem gdzieś przypadkiem po drodze, za parę złotych. Oryginalnie zawierała dość tandetny chiński prędkościomierz. Na szczęście jedno w miarę pasowało do drugiego, udało się też dorobić podświetlenie na LED, bo oryginalna żarówka nie zmieściłaby się w obudowie. Do tego również okazyjnie trafione mocowanie, oryginalnie zaplanowane pod jakąś kamerkę - ale pasowało. Kiedy zakończyłem wszystkie poszukiwania, zakupy i spasowałem całość w jedno, przyszedł czas na montaż…

Niby nic - cztery kabelki, sam woltomierz i przekaźnik, żeby pomiar nie żarł akumulatora 24 h na dobę, a załączał się dopiero po przekręceniu kluczyka w stacyjce. Tylko kiedy zabrałem się za robotę, na światło dzienne wyszedł stan instalacji elektrycznej w moim 26-letnim rumaku. Dwa dni spędziłem na ciągnięciu kabli, odrdzewianiu styków i zastanawianiu się, jak wpiąć się w instalację, która rozpada się od patrzenia. Po kilku podmiankach tu i tam całość jednak była gotowa. I działa całkiem dobrze. Zimową przerwę w jeżdżeniu jednak wykorzystam na konserwację najbardziej zużytych kawałków wiązki elektrycznej.

20260716_205628.jpg
20260716_210700.jpg
20260724_181129.jpg

3)Stare telefony komórkowe

Tu zaszło najwięcej zmian. Część kolekcji odsprzedałem, doszło sporo nowości, i ogólnie zastanawiam się, dokąd dalej mam podążać. Nie mam miejsca, żeby gromadzić setki aparatów dla samego zbierania, wydałem już zresztą na to zbyt dużo pieniędzy. Pierwotny cel, jakim było zgromadzenie sprawnych telefonów komórkowych z okresu wczesnych lat 2000., które mi się podobały i które chciałem mieć, właściwie już osiągnąłem. Cel wtórny, czyli sprawdzenie, jakie komórki mogą się przydać w razie kryzysu, osiągnąłem bardzo szybko, bo okazało się, że w roku 2026 na rynku wtórno-kolekcjonersko-złomiarskim są jedynie 2 modele, które nadają się do zasilania bateriami R6/AAA. Na dłuższą metę więc nie tędy droga i należy się raczej zaopatrzyć w solidny powerbank, zasilany np.bateriami słonecznymi, oraz szukać takich modeli telefonów, które są jak najmniej prądożerne. Ale to temat na kiedy indziej.

Przejdźmy więc do listy obecności.

Te, które zostały:
- Nokia 6150, z odnowioną baterią. Odnawianie baterii, czy dokładniej montaż nowych ogniw w stare skorupki, będzie chyba tematem jednego z najbliższych wpisów. Również budowa kabla do ściągnięcia zawartości ROMu, edycji zawartości i wgrania z powrotem (czyli mojej kopii tzw. kabla Dejana), idzie małymi kroczkami. Myślałby kto, że wrzucić 1 układ scalony, 2 oporniki, 2 diody i kondensator na płytkę i polutować to nic wielkiego. Jednak trzeba to zrobić tak, żeby się nie rozleciało, i podorabiać kable od zera. Ja skanibalizowałem stary przewód od monitora na użytek podłączenia do komputera. Nabyłem do tego przemysłową kartę rozszerzeń, dającą mi fizyczny port COM i LPT, bo chociaż moja płyta główna jakimś cudem posiada port COM, to o złączu równoległym nikt już od dawna nie słyszał… Pozostało mi jeszcze dorobić część idącą do telefonu.

- Motorola 2288, bez żadnych zmian. Jest to tak nudny telefon, że nic nie da się z nim zrobić.

- Alcatele One Touch Max db. Z jednego zrobiły się 3, z czego 2 sprawne, a trzeci jako dawca części. Jak na razie, wszelkie próby zdjęcia czeskiego simlocka spełzły na niczym. Przeszedłem przez wszystko - odnalazłem prastary software nie do znalezienia, znalazłem miejsce sprzedające kable nie do znalezienia. Te okazały się chińskim gównem, polutowanym na ślinę i gumę do żucia, gdzie źle dobrane komponenty stopiły obudowę całego wynalazku od nadmiernego rozgrzewania się. Cóż, przede mną zdecydowanie, który z dwóch przeczących sobie nawzajem schematów, znalezionych w internecie, jest tym właściwym - i złożenie całości tak, jak (chyba) powinna wyglądać. Na szczęście z chińskiego szajsu da się zrecyklingować przynajmniej wtyczki, a więc najtrudniej dostępną część. Wszystkie elementy elektroniczne już leżą w mojej szufladzie, bo zaopatrzyłem się na wszelki wypadek.
Na zdjęciach drugi z czeskich satanów wraz z widokiem pornograficznym (tj. rozebranym na części pierwsze).

20260501_000920.jpg
20260501_001148.jpg

- Nokia 5210, z nową obudową. Cuda się jednak zdarzają. Udało się kupić zamiennik obudowy, nawet niezłej jakości, i telefon od razu wygląda inaczej.

20260701_074837.jpg
20260701_081122.jpg

- Emporia V170, bez zmian. Nie bardzo wiem, co z nią zrobić, bo jest potencjalnie użuteczna i całkiem ładna, ale i do bólu nudna. Na razie leży i zabiera miejsce na półce.

Nowi lokatorzy:

- Nokia 6210. Zakup trochę przez przypadek, ale wyłączywszy nieco opornie działające klawisze, jest zachowana w dobrym stanie i może spokojnie robić za zmiennika starszej 6150-ki.

20260803_105415.jpg

- Nokia 6310i. Legendarny model, poszukiwany wśród kolekcjonerów, więc kiedy pojawiła się na moim radarze w tzw. dobrej cenie, kupiłem bez zastanowienia, nie przejmując się trochę zmolestowaną obudową. Niestety, przeliczyłem się. Telefonik jest również zmęczony od środka, bo od wieloletniego używania przestają mu stykać rozmaite połączenia na płycie głównej. Także gdy bierze się go do kieszeni, należy liczyć się z tym, że w ciągu kilku minut się wyłączy. Poza tym nie lubi kart T-Mobile (inne jeszcze akceptuje). Ale jak długo leży sobie spokojnie w domu i bierze się go ostrożnie do ręki, tak długo jest sprawny. Nie powiem, liczyłem na więcej, więc jestem trochę rozczarowany - ale zdaje się, że muszę zaakceptować to, co mam.

20260803_110515.jpg
20260803_110555.jpg

- Siemens S45 i ME45. Dwa telefony, różniące się tylko obudową (ME45 był wodoodporną i wstrząsoodporną wersją S-ki; w praktyce oznaczało to, że opakowali go w więcej gumy :) ).
Tu dla odmiany żadnych problemów nie miałem, po renowacji baterii oba zadziałały jak należy i grzecznie poddały się aktualizacji oprogramowania do bardziej “premium”, czyli S45i. W roku 2026 nie ma to żadnego znaczenia, bo zauważalne zmiany to klient e-mail (i tak już niedziałający ze współczesnymi protokołami) oraz jedna nowa gra. A, no i oczywiście mityczny monitor sieci, pozwalający na przeglądanie parametrów stacji nadawczych (niepotrzebny po nic nikomu, ale szpan jest… No dobrze, jedna przydatna rzecz to szczegółowy wgląd w stan baterii). Przy okazji - Nokie też mają go wgranego, bo dlaczego nie.

20260803_110315.jpg
20260803_105516.jpg
20260803_112229.jpg

- Ericsson R310s, pamiętacie? Wielki, naprawdę pancerny telefon z równie wielką anteną, nazywaną przez producenta “płetwą rekina”. O ile Siemens miał po prostu kilka płatków gumy więcej, tak Ericssonem naprawdę mozna było rzucać i topić go w wodzie bez większej szkody. NAwet zajechane egzemplarze, wygladające jak przepuszczone przez kombajn, osiagają dziś chore ceny. Kiedy zatem zobaczyłem ten, prawie nietknięty przez czas i brutalnych użytkowników (bo te telefony przede wszystkim tyrały na robocie u leśników i budowlańców, gdzie nikt się z nimi nie pieścił), w dodatku za rozsądną… czytaj: sporą, ale nie absurdalną cenę, nie patrzyłem na stan konta. Nawet uszkodzone podświetlenie mi nie przeszkadzało, bo przecież może dać się naprawić.
Niestety, rzeczywistość powiedziała: sprawdzam. Telefon łapie zasięg na parę sekund, po czym nie chce sie logować do sieci - mimo, że poprzedni właściciel zapewniał, że wszystko jest w porządku.
Te telefony są dotknięte wredną wadą projektową. Na skutek użycia za mocnego nadajnika, przez pozostałe układy przepuszczany jest za mocny prąd, co z biegiem czasu powoduje ich degenerowanie się. Na początku objawia się to właśnie gubieniem zasięgu, a potem prowadzi do całkowitego uszkodzenia telefonu tak, że nie da się go nawet włączyć. I jest to nienaprawialne. Ileś lat temu wymagałoby to wymiany układu nadajnika w autoryzowanym serwisie i ponownej kalibracji telefonu… ale od 2001 Ericsson przestał produkować telefony, oddając tę część działalności spółce-córce Sony Ericsson, która również od ładnych kilkunastu lat nie istnieje. Także dupa zbita.
Jest jeszcze druga możliwość - z tego, co sprawdziłem, opisywana wcześniej wada, znana jako “no-network bug” objawia się minimalnie inaczej. Poza tym ten egzemplarz, kiedy kazać mu wyszukać dostępne sieci ręcznie, znajduje je błyskawicznie, ale nie chce się logować. Mam podejrzenia, że zwyczajnie nie chce współpracować ze współczesnymi kartami SIM, które mają już włączoną obsługę 5G i mogą różnić się konstrukcyjnie od tych sprzed kilku lub kilkunastu lat.
Cokolwiek by nie było przyczyną, zostałem z nie do końca działającym telefonem, za który zapłaciłem najwięcej ze wszystkich swoich eksponatów. I biję się z myślami: sprzedawać czy nie? Z jednej strony jest to rzadki model i w bardzo dobrym stanie, z drugiej - od początku robiłem założenie, że zbieram tylko egzemplarze sprawne, z których da się co najmniej zadzwonić lub wysłać SMS-a.
A może macie jakąś starą, działającą jeszcze kartę SIM z dawnych lat (obstawiam, że tak do 2010 r.), za której pomocą mógłbym zweryfikować, czy Ericssona czeka już tylko kaplica św. Trytytki, czy jednak jeszcze pociągnie - i jesteście w stanie mi ją pożyczyć? Dawajcie znać.

20260803_105300.jpg

- Ericsson A2628s. Nie do końca coś, co “chciałem” mieć w swoim czasie, ale znalazłem go jeszcze zanim trafiłem na wspomniany wcześniej R310s, a chciałem mieć w kolekcji jakiegoś Ericssona (nie Sony Ericssona właśnie). Po wymianie baterii zadziałał od strzała - niestety jest simlockowany na jakąś sieć chyba z Chorwacji, a próby zdjęcia blokady były równie długie i oporne jak w przypadku Alcateli. W skrócie - przeszedłem przez te same etapy i tutaj również czeka mnie budowanie kabla od zera, bo jedyny sklep z częściami do tak muzealnych komórek w Polsce zaoferował mi jedynie chińską podróbkę, zbudowaną na całkiem innym układzie niż wymagany i z brakującą połową elementów. Wszystkich tych ekscytujących wieści dowiedziałem się dopiero wtedy, gdy wkurzony rozebrałem kabel na czynniki pierwsze…

20260803_105355.jpg

- Bosch GSM 909s. Bardzo mi się podobał w czasach, gdy jeszcze nie mogłem pomarzyć o telefonie (bo w czasach, gdy reptilianie jeszcze chodzili po ziemi, było tak, że telefon komórkowy mogła kupić tylko osoba pełnoletnia, okazując np. kartę płatniczą lub kredytową, a telefony na kartę weszły dopiero parę lat później). Bosch i Siemens próbowały w swoim czasie rozszerzyć ofertę z pralek, lodówek i zmywarek o telefony. Ten pierwszy się długo nie utrzymał, ale w międzyczasie zdążył jeszcze wchłonąć dział telefonów firmy AEG, razem z ich projektami. A wzornictwo mieli bardzo ładne.
Również i ten egzemplarz wymagał wymiany ogniwa w baterii, i było to najtrudniejsze zadanie spośród kilkunastu podobnych, z jakim musiałem się zmierzyć.
Niestety, po wymianie baterii w telefonie zgłupiał wskaźnik baterii i choćby była w pełni naładowana, zawsze pokazuje jedną kreskę. Są również problemy z kartą SIM - na współczesnych kartach, a mam tylko takie, nie mogę zapisać nowego numeru do książki telefonicznej (stąd też moje podejrzenie, że za niedomagania Ericssona R310s odpowiadają właśnie nowoczesne SIM-y.)

20260803_105907.jpg

- Mitsubishi Trium Geo / Trium Aria - Geo to ten granatowy, a Aria srebrna. Jest jeszcze model Astral, schowany do dalszych napraw, i zapewne będzie przełożony do jeszcze jednej obudowy od Geo, tym razem złotej, bo pod względem technicznym te telefony są niemal identyczne. Byłem przez krótki czas posiadaczem Geo jako nastolatek i mogę powiedzieć, że nie miałem lepszego telefonu pod względem wygody obsługi i ergonomii, w mojej prywatnej ocenie nawet Nokie się przy nim chowały. Arii nie miałem, ale pamiętam rzucające się w oczy, turkusowe podświetlenie. Nie jest ani taka mała, ani taka lekka, jak zachwalali ją w starych reklamach, ale ogółem stanowi przykład nieco egzotycznego podejścia do telefonów i niebanalnego wzornictwa.
Miałem szczęście, że trafiłem ją w dobrym stanie i z polskiej dystrybucji - co wiąże się z simlockiem na Orange, ale w dobie starterów za 5 zł nie jest to żadnym problemem. Po obowiązkowej wymianie ogniwa w baterii działa bez problemów.
Geo - no, to była większa gimnastyka. Najpierw trafiłem na 2 egzemplarze z wylanymi bateriami, gdzie kwas przeżarł na wylot styki - zaczęło się dopasowywanie tego, co ocalało. Nawet z trzecim dorzuconym w prezencie Astralem ocalałych styków zostało 3 i czwarty musiałem dorabiać z blaszki, co wyszło… średnio, więc do czasu wymyślenia czegoś lepszego jedną kartę SIM mam tam zamurowaną na stałe, żeby nie nadwyrężać mojej cudownej roboty na sztukę.
Potem przełożenie niesprawnego wyświetlacza i zdjęcie simlocka (wszystkie były blokowane na francuski Itineris). Jedyny Istniejący Sklep z Resztkami Części Zamiennych tym razem nie oszukał z kablem, więc po odkopaniu muzealnego oprogramowania na chomiku udało się telefonik uruchomić, co mnie bardzo cieszy. Niestety, Francuzi pakowali do swoich telefonów okrojoną wersję firmware’u, w związku z czym nie mam w nim gier (nie, żeby były jakoś wybitne…) ani kalendarza (to już jest bardziej upierdliwe). Mam wrażenie, że wszystkie Mitsubishi działały na podobnym układzie menu i funkcjonalnościach, więc niniejsze funkcje są obecne w Arii. Jak już wymyślę sposób dorobienia styków baterii do Astrala, a zakładam że nie ma lepszego niż cierpliwe wycięcie i wygięcie pożądanego kształtu z bardzo cienkiej blaszki, razy 4, przekonamy się jak sprawa wyglada w tym trzecim modelu.

20260803_105446.jpg
20260803_105453.jpg
20260803_105435.jpg
20260803_105504.jpg

- Samsung SGH-R210: nie był mi tak naprawdę po nic potrzebny, ale okazał się cichym bohaterem mojej kolekcji. W dobrym stanie, sprzedawany za równowartość 2 butelek coli jako Sony Ericsson w kategorii “odtwarzacze MP3” (naprawdę, nie wiem, co kieruje ludźmi przy wystawianiu ogłoszeń…), po naładowaniu oryginalnej baterii metodą na zasilacz i krokodylki uruchomił się bez zająknięcia i przy normalnym użytkowaniu jest w stanie wytrzymać 3-4 dni bez ładowania. Prawie jak za czasów nowości. Musiał być mało używany, albo wrzucony do szuflady i zapomniany na lata. To wystawia też bardzo dobre świadectwo bateriom Samsunga, czas się ich praktycznie nie ima. Żaden inny telefon w mojej kolekcji nie osiągnął takiego rezultatu, a w przeważającej większości ogniwa przypominały tykające bomby chemiczne.
Na razie jest, cieszy oko niebieskim podświetleniem (bardzo podobnym do tego w Boschu) i całkiem uroczymi grafikami na wygaszaczach ekranu (np. widoczny na zdjęciu tygrys co jakiś czas rusza uchem). Tylko ładowanie nadal odbywa się przez podłączenie krokodylków do zacisków baterii, bo Samsung natłukł więcej typów ładowarek, niż Krzysztof Rutkowski mandatów drogowych - i większość z nich pasowała do jednego, góra dwóch modeli. Aktualnie czekam, aż jedyny sprzedający TĘ ODPOWIEDNIĄ do mojego modelu wróci z wakacji, i szczęście będzie kompletne.

20260803_112408.jpg
20260803_112452.jpg

Podsumowując: mam do skończenia trzy kable - jeden do Alcatela, drugi do Ericssona, a trzeci to Dejan do flashowania Nokii. W następnej kolejności zaś chciałbym poruszyć kwestię tego, jak się przygotować do podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych przy telefonach, kupowanych w najróżniejszym stanie z internetu lub bazaru, czego się spodziewać po zdjęciu obudowy, oraz kilku porad na temat wymiany ogniw w bateriach (i obowiązkowe przy tym zasady BHP).

==mage==

Friday, May 1, 2026

Krecik, ty chory pojebie - albo co nowego u Alcateli

Tak, tak - Alcateli w liczbie mnogiej, bo dotarły kolejne dwa (z czego od razu wiedziałem, że jeden będzie na części).
Ta sama wersja, czyli One Touch Max db. Sprzedawane na Vinted przez użytkownika ze Słowacji - co pozwala mi sugerować, że nasi południowi sąsiedzi mieli je kiedyś na rynku w sporych ilościach. Stan niemal idealny, tylko inna wersja kolorystyczna. Porobiłem parę podmianek wizualnych, i Satan ma teraz towarzysza.

20260501_000920.jpg

A jeśli jesteście ciekawi, jak taki Alcatel wygląda od środka, oto on.

20260501_001148.jpg

Dwie płytki - jedna z najważniejszymi układami, i druga, oddzielna, do wyświetlacza. Dziwi mnie ten gigantyczny kondensator - 2200 mikrofaradów w urządzeniu typu telefon rzuca się w oczy. Jakiś układ musi być prądożerny albo wymagać sporego “kopa” do uruchomienia… druga opcja to podtrzymanie ustawień CMOS (w prostszych słowach, to tak jak bateria w BIOSie komputera, tylko tutaj trzyma kilkadziesiąt sekund, np. na czas wymiany karty SIM).
Wszystkim steruje procesor Texas Instruments. Alcatel był gigantem w Europie, ale jednak to nie Motorola i własnych procesorów nie produkował.
Wszystko elegancko zapakowane w plastikowe, metalizowane osłony antyradiacyjne. Dziś już tak nie robią ;)

Poświęcę jeszcze słowo temu, jak ten telefon się obsługuje. Wyświetlacz jest… no cóż… ubogi, daje tylko 2 linie gołego tekstu bez grafiki, po 12 znaków. To był rok 2000 i Nokia miała już modele z graficznymi wyświetlaczami LCD. Ale mimo wszystko magicy z Alcatela upchnęli tu zadziwiająco dużą liczbę przydatnych opcji, całkiem nieoczywistych. To chyba najstarszy znany mi przypadek, kiedy zróżnicowano funkcje klawiszy menu między krótkim a długim przytrzymaniem. Alcatel ma system pomocy - wyświetla krótki opis każdej funkcji menu po przytrzymaniu gwiazdki. Jeśli chcemy dzwonić za granicę, a nie znamy kodu kraju, po wpisaniu plusa możemy się dostać do listy krajów po nazwie po prostu wciskając górę i dół. Ano właśnie, gdzie jest ta “góra” i “dół”? Z boku obudowy, tam gdzie spodziewalibyśmy się przycisków głośności - zresztą również i tę funkcję mają podczas połączenia. To słaby punkt tego telefonu - przyciski chodzą ciężko i umieszczone są tak, że trzeba je obsługiwać lewą ręką. Na szczęście przewijanie jest zduplikowane przez klawisze 2 i 8 (co ciekawe, o tym instrukcja milczy; odkryłem to przypadkiem).
Ciekawie jest rozwiązana blokada klawiszy. Włączamy ją dość standardowo - przez długie przyciśnięcie krzyżyka, natomiast ciekawsze jest wyłączenie - trzeba po kolei wcisnąć 1-5-9. To cecha charakterystyczna Alcatela, i całkiem udanie zabezpiecza przed przypadkowym odblokowaniem.
I inna ciekawostka - pisałem o net monitorze w Nokii. Alcatel ma to wbudowane i uruchamia się to specjalnym kodem. Nerdoza alert (taak, to nieśmiertelne forum Elektroda) - link tutaj:https://www.elektrod … rum/topic992781.html

Na koniec o iskierce nadziei dla zdjęcia simlocka. Okazało się, że istnieje serwis online, który za 11 euro generuje kod odblokowania na podstawie IMEI telefonu oraz specjalnego kodu produktu z naklejki pod baterią (francuskie bagiety się ekstra zabezpieczały… zwykle wystarczył sam IMEI). 50 zł… drogo czy tanio? Scam czy nie scam? Czy chce mi się ryzykować? Będę miał o czym myśleć przez majowy długi weekend.
Zapodam i tego linka, może komuś się przyda: https://sim-unlock.n … _for_Alcatel_phones/

Co napisawszy, życzę wszystkim miłego wypoczynku i ładnej pogody.
A co do tytułu…

IMG_3196.jpg

Friday, April 24, 2026

Niełatwe życie nekromanty

W porządku, popisałem sobie o telefonach, pododawałem zdjęcia, ale teraz wszystko wydaje mi się lekko chaotyczne. Może rozpiera mnie radość z tego, że udało mi się zmusić do rozruszania tego bloga… Tak czy inaczej podsumujmy listę problemów, z którymi muszę się zmierzyć.

1) Alcatel - ma simlocka na czeską sieć oraz kluczowy pin zasilania polutowany trochę lepiej niż na słowo honoru, ale ta prowizorka długo nie wytrzyma.
Simlocka załatwiłem, zakładając tanią czeską kartę prepaid (do kupienia na Allegro za dosłownie 21,37 zł) - ale tu miałem szczęście, bo po włączeniu pokazał się czeski język, a przy wyłączeniu - nazwa sieci. Alcatele miały to na stałe zakodowane w ROM-ie. Oczywiście nie obeszło się bez szukania po Wikipedii, bo telefon pokazał “Eurotel”, a ta firma już nie istnieje - została wykupiona przez O2 (tak, jak w Polsce Era zmieniła się w T-Mobile, a Idea w Orange). Gdybym nie miał tego tropu, musiałbym kupić kartę SIM każdej czeskiej sieci i próbować do skutku.

Niestety, w Alcatelach simlock nawet 25 lat temu był wyjątkowo wredny do obejścia - w zależności od wersji firmware należało: a) wylutować ROM z płyty głównej, włożyć do czytnika odpowiedniego dla danego typu układu i brutalnie sflashować zawartość, używając odpowiedniego programu, po czym wlutować ponownie; b) podpiąć telefon dedykowanym kablem i tak samo sflashować, próbując do skutku (podobno nie zawsze za pierwszym razem się udawało).

Lista trudności jest następująca:
[/list]
[*] nie wiem, jaką wersję firmware ma telefon i dopóki nie założyłem karty, nie mogłem wiedzieć (teraz pewnie wystarczy przekopać więcej martwych stron i znaleźć jakieś tajne kody)
[*] Alcatel to nie Nokia i był dużo mniej popularny, więc szansa znalezienia kabla i oprogramowania po tylu latach jest bliska zeru
[*] w najgorszym razie, miałbym ręcznie wylutowywać malutki układ SMD, poświęcając czas i ryzykując usmażenie płyty przez niefachowe operowanie sprzętem - dla telefonu kupionego za 30 zł, który zasadniczo i tak działa, a jedyną niedogodnością jest doładowywanie konta kartą płatniczą na czeskiej stronie?
[/list]
No bądźmy poważni.
Na razie widzę to tak - niech będzie jak jest. Bardziej mnie martwi stan pinów, ale mam czas. Mogę poczekać i upolować ten sam model w gorszym stanie wizualnym, ale ze sprawną płytą i zrobić podmianę.

2) Nokia 6150 - problem polega na tym, że wprawdzie telefon śmiga, ale ja chcę więcej i pragnę się pobawić w retromodding. Oprogramowanie mam, odpowiednio zabytkowy laptop z WinXP mam, nie mam tylko jak połączyć Nokii z komputerem. 6150-ka miała wprawdzie port podczerwieni, ale było to rozwiązanie pionierskie, co oznaczało, że nie było kompatybilne z żadnymi standardami. Należało mieć specjalny nadajnik IR, podłączany przez port szeregowy - powodzenia w szukaniu tego. Spędziłem tydzień, próbując oszukać system, robiąc wirtualne porty i cuda niewidy - wszystko na nic. O Linuxie zapomnijmy, bo wsparcie dla podczerwieni w ogóle porzucono bodajże w 2009 roku. Próbując instalować jakiegoś turbo retro Debiana ze wsparciem dla IrDA w kernelu zepsułem CD-ROM w laptopie, więc teraz już w ogóle jest kaplica… a potem przeczytałem, że ten Nokiowy protokół to nie IrDA.

Dlatego potrzebuję samemu zmontować kabel połączeniowy - oczywiście, znalezienie oryginalnego to marzenie ściętej głowy, bo 6110/6150 jest za stara. Ale w mrokach internetu przeczytałem stary artykuł o tzw. Dejan Flasherze, czyli samoróbce bodajże chorwackiego elektronika, który całkiem nieźle podrobił fabryczne rozwiązanie. Dla ciekawych - schemat wygląda tak:

rys1_18.do_artykulow.jpg

Fizyka jądrowa to to nie jest, mogę kupić części i go polutować, ale może ktoś z Was słyszał o podobnym kablu, lub - co lepsze - sam ma taki, walający się w piwnicy albo na dnie szuflady? Zapytać nie zaszkodzi, przecież to pierwszy krok do rozwiązania problemu.

3) Nokia 5210 - tu problem jest tylko natury estetycznej. Ale jak pisałem wcześniej, sam sobie nowej gumy nie nakleję, muszę mieć nadzieje na znalezienie jakiejkolwiek kompletnej obudowy. Albo może osrać wszystko, powycinać pasujące elementy z pianki lub czegoś podobnego i jakoś to posklejać do kupy, żeby wyglądało przynajmniej nie po wiejsku, a zakrywało dziury i pozwalało wciskać przyciski? Opcja wcale niełatwa, bo będzie potrzeba sporo czasu, cierpliwości, prób, błędów i umiejętności modelarskich - a i tak wiem, że oryginału nie odtworzę. Ale co lepszego mi zostało?
W burzy myśli na razie przychodzi mi do głowy coś w typie pianki neoprenowej albo takiej bardzo sztywnej i zbitej gąbki, którą są wykładane opakowania różnych drobnych badziewi, mających wygladać na “wyższą klasę”… Scyzoryki, multitoole, piersiówki - tego rodzaju rzeczy. Taki, jak widać w zdjęciu stacji pogodowej na Arduino w poście poniżej. Może ktoś z Was ma lepszy pomysł?

4) Nokia 6230i - również simlock, tym razem na Erę (tzn. T-Mobile). Problem żaden, kupiłem starter za 5 zł. Ale potem przetestowałem kolejną nieco dziś zapomnianą rzecz - kartę turboSIM. Wygląda to w taki sposób. Sposób użycia jest prosty - wycinamy w plastiku karty SIM dziurkę tam, gdzie na turboSIM-ie jest ten mały układzik. Potem składamy jedno z drugim, scalakiem do dziury, i wkładamy do telefonu. Taki patent, oczywiście, zadziała tylko z kartą standardowego rozmiaru - nie z micro czy nanoSIM.
Byłem sceptyczny, ale cena nie jest wygórowana. Jednak zadziałało jak marzenie. W ogóle byłem lekko zdziwiony, że ktoś jeszcze takie rzeczy sprzedaje. Jedyne, o czym nie wspomniano, a co jest lekko niefajne, to to, że turboSIM jest (chyba) jednorazowego użytku. To znaczy działa tylko z tą kartą i tym telefonem, do którego włożono go pierwszy raz, potem odmawia współpracy. Ja w ten sposób zmarnowałem jedną z dwóch zamówionych kart, ale zważywszy na to, że to tani i użyteczny bajer, chyba dokupię więcej, zanim się skończą.

Thursday, April 23, 2026

Galeria pozostałych pacjentów

Czas na telefony, które nie załapały się na pierwszy odcinek, a też są w mojej kolekcji.

1. Motorola T2288 - kupiona ze względu na możliwość zasilania bateriami paluszkami. Zachciało mi się sprawdzać, jak takie coś może się sprawdzić w praktyce, w sytuacji braku prądu. Mamy w efekcie połowiczny sukces - telefon trzyma długo, ale do rozsądnego czasu działania wymaga drogich baterii litowo-jonowych, do których trzeba jeszcze mieć specjalną ładowarkę. Ogółem baterie i ładowarka kosztowały mnie 110 zł, 3 razy więcej niż sam telefon. Ale zawsze jest to jakieś wyjście. Na zwykłych, nieładowanych bateryjkach ze sklepu energii wystarcza mu na tyle, żeby się włączyć i rozładować… więc średnio wygląda ta kryzysowa przydatność. Tak samo ma się sprawa z Alcatelem z poprzedniego posta.
Ogólnie, Motorola T2288 i V2288 oraz Alcatele z serii One Touch db to już bardzo stare i rzadkie telefony, dobijają do 25 lat. Motorole da się jeszcze znaleźć na Vintedzie w niezłym stanie, Alcatel to rzadkość. Wniosek? Lepiej zainwestować w porządny powerbank na czarną godzinę i prosty telefon klawiszowy w rodzaju Nokii, które pokażę niżej.

08d069c328fba688.jpg
6bfa56faef741d28.jpg

2. Emporia V170 - telefon dla seniora, całkiem elegancki, ma wielkie klawisze, latarkę i bardzo, BARDZO głośny dzwonek. A poza tym - niewiele więcej. Z plusów - da się go obsłużyć nawet w rękawicy motocyklowej. Z minusów - jest rzadki. Trzymam go jako ciekawostkę.
Jest jeszcze jego prostsza wersja - V100 (to ta czarna). Też miała być zasilana paluszkami, ale niestety trafiłem na egzemplarz z simlockiem, który w dodatku po jakimś czasie przestał się włączać. Wystarczyło na tyle, żeby zrobić test działania na czuwaniu - wytrzymał równo tydzień. To też rzadki telefon w Polsce, więc nawet nie biorę go pod uwagę.

20260308_174135.jpg
20260308_174147.jpg
20260308_174245.jpg

3. Nokia 1110 - tutaj w wersji przed i po przeszczepie obudowy z modelu 2310, która pasuje bez żadnej ingerencji narzędziami - po prostu inżynierowie Nokii zrobili 2 modele w tej samej ramie i nikomu nie powiedzieli ;). Mały, prosty telefonik, nieco nietypowo wyglądający z uwagi na odwrócone kolory wyświetlacza. Dzwoni, wysyła SMS-y, dobrze łapie zasięg, a polifoniczne dzwonki nie katują ucha. Z minusów - wymaga dedykowanej ładowarki Nokii, ale te nawet dziś są do kupienia w internecie za grosze, podobnie jak baterie. Jeśli czujesz zew nekrotechnika, możesz kupić dwie ładowarki za równowartość czteropaku taniego piwa, jedną zachować, a z drugiej uciąć kabel i zlutować z kablem USB do powerbanku. Plus z plusem, minus z minusem - i już. Uwaga - na zachowanie lepiej przeznaczyć oryginalną ładowarkę, a w ofierze złożyć chińskie badziewie.

b5f2363c2f49e3f6.jpg
acbd40a2d44d880e.jpg

4. Nokia 5210 - bodaj pierwsza “pancerna” Nokia dostępna dla zwykłego śmiertelnika, z wymiennymi, gumowanymi obudowami, które po latach stały się jej zgubą. Otóż widzicie, to gumopodobne tworzywo z czasem kruszeje i zmienia się w syf widoczny po prawej stronie zdjęcia. Dlatego też oryginalnych obudów prawie nie ma, a te, które się zachowały w jako takim stanie, windują cenę telefonu na rynku wtórnym do ponad 300 zł. Problem jest podwójny, bo integralną częścią gumy były przyciski włączania i głośności - bez niej w obudowie zostają tylko dziury, i trzeba sobie radzić używając ołówka lub czegoś podobnego.
Ja jedną obudowę oskubałem, dzięki czemu jakkolwiek wygląda, i żyję nadzieją na upolowanie oryginalnego jednorożca. Jednak szanse maleją z dnia na dzień, bo nawet tandetne, chińskie podróbki z plastiku, nie starające się nawet imitować gumy i mające krzywe nadlewki po formie kosztują u handlarzy ponad stówę, o ile w ogóle się pojawią. To się nazywa zmora kolekcjonera… Ja jednak na pierwszym miejscu stawiam to, aby telefon działał, a ten działa dobrze.

Co więcej, udało mi się z nim to, czego nie mogłem zrobić z 6150-ką: przez testowo uruchomione oprogramowanie z epoki wgrałem legendarny net monitor, czyli zestaw testów przydatnych tylko pracownikom sieci komórkowych, mierzących natężenie sygnału, odległość od stacji bazowej i pierdylion różnych innych parametrów. W skrócie - w menu telefonu pokazuje się dodatkowa opcja, a w niej mnóstwo zagadkowych cyferek. I już. Potrzebuję tego? Jasne, że nie. Potrzebowało tego mnóstwo innych ludzi, którzy w latach 2000. wykładali na dzisiejsze prawie 200 zł w pokątnym serwisie, żeby mieć taki bajer? 99,9 procent - nie. Ale można było przyszpanować. Ja jednak mogę iść o krok dalej - wykopałem spod kurzu i pająków stronę kogoś, kto napisał program do zmiany niemal każdego detalu w sofcie Nokii DCT-3 (to ta wersja systemu, którą ma właśnie 5210, 6150, jak i dużo bardziej znane 5110 i 3310… i wiele innych). Innymi słowy, gość zrobił edytor do custom ROM-ów na wiele lat przed tym, zanim ktoś wiedział, co to jest. Będę to testował i możecie być pewni, że poświęcę temu osobny wpis. Ale najpierw czeka mnie budowa kabla…

IMG_20250314_204757.jpg

5. Nokia 6230i - tu nie będzie testów i składania w ofierze, bo kupiłem ją ze względów sentymentalnych. Otóż miałem taką ze 20 lat temu, na studiach, i bardzo ją sobie chwaliłem. Po latach nadal służy nieźle - ma radio, odtwarzacz muzyki (razem z kartą MMC o fantastycznej pojemności 256 MB), aparat, który zawsze robił dość obrzydliwe zdjęcia… ale APARAT! JEDEN I TRZY MEGAPIKSELA PANIE!…, kalendarz i podstawowe funkcje organizera, MP3 jako dzwonki i możliwość personalizacji przy użyciu tematów. Ja ściągnąłem koło 400 z nich z jakiegoś zapomnianego internetowego archiwum. Oczu nie wypalało może 20 - no cóż, estetyka bardzo się zmieniła od wczesnych lat dwutysięcznych. Ale taki temat można sobie sklecić samemu nawet bez dedykowanego softu, jak to niegdyś robiono - plik tematu to zwykły zip z niestandardowym rozszerzeniem, w którym znajdują się pliki ikon, tapety, opcjonalnie dzwonka i na koniec pliku XML, który mówi, jak to telefon ma poskładać do kupy. Może kiedyś opiszę to szczegółowo, ale na razie natężenie nerdozy wydaje mi się za mocne.

feec04c16e1d2c09.jpg

6. Nokia X2-00 - ten noszę jako telefon codzienny, obok smartfona. W dzwonieniu i wiadomościach sprawdza się dużo lepiej. Co do funkcjonalności, to mogę napisać to samo, co punkt powyżej; Oba telefony działają na systemie Nokia Series 40, tylko że 6230 na wersjii 2, a X2 - na 6. Potem był Series 60, a potem już Symbian… ale nie zapędzajmy się tak daleko. Jeśli chodzi o przydatność kryzysową, to też nie jest źle - można ładować przez miniUSB (to ten najstarszy typ, wyglądający jak kopnięty trapez).
W żadnym z powyższych przypadków (czytaj: dwie ostatnie Nokie) nie piszę o internecie. No cóż - teoretycznie jest, ale dziś tak, jakby go nie było. 6230-ka łączyła się przez ślamazarny GPRS, X2 przez EDGE, czyli bezpośredniego poprzednika 3G. Istnieje wprawdzie jeszcze kilka stron, utrzymywanych przez pasjonatów, które będą na tym chodziły, ale nic poważnego nie da się uruchomić; jest bardziej na zasadzie “bo można”. No i pamiętajmy, że przeglądanie czegokolwiek na maciupkich ekranikach wymagało mnóstwo samozaparcia i z wygodą nie miało wiele wspólnego.

7e4df55766c0a926.jpg

Lista projektów

Ukończone:

  • Kompresor “lodówkowiec” z agregatu od chłodziarki ze zbiornikiem, do 8 bar
  • Mini stacja pogodowa Arduino
    IMG_20230727_182257746_HDR.jpg
  • Symulator rzutu kośćmi wielościennymi z użyciem Arduino i ekranu LCD 84×48px
  • Różne meble - stoliki pod komputer, szafki, stół kuchenny - z odpadów meblowych
  • Renowacja magnetofonu kasetowego NEC
    43f1ae489fef58cd.jpg
  • Renowacja kalkulatora Elwro 144
    68cbb6b94591b09c.jpg
  • Renowacja telefonu komórkowego Nokia 6150 (1998)
    IMG_20241227_192634.jpg
  • Renowacja telefonu komórkowego Alcatel One Touch Max db (1999)
    30a8de9c70f81a5a.jpg
    180ed95aff182797.jpg
    94451c654c5b1214.jpg
  • Instalacja custom ROMów na rozmaitych smartfonach, póki jeszcze to było możliwe
  • Instalacja OpenWRT na routerze Asus RT-AC51U
  • Głośniki komputerowe ze wzmacniaczem i zasilaniem USB
  • Zasilacz regulowany z zasilacza komputerowego - działa, ale do przeróbki (nie jestem zadowolony z efektu)
  • Rozbudowa komputera typu thinclient, uruchomienie serwera, bloga i wiki (dzięki temu to czytasz - mam selfhosting)
  • Renowacja laptopa Dell Latitude D600 oraz instalacja odpowiednich systemów operacyjnych (Bodhi Linux 32bit, Windows XP)
    IMG_20241227_220919.jpg
  • Projekt wirtualny - próba naniesienia na współczesną siatkę ulic przebiegu ulic Łodzi z pierwszych lat po II wojnie światowej; na podstawie starych planów miasta oraz planów geodezyjnych z Narodowewgo Archiwum Cyfrowego; obecnie w trakcie przebudowy, ale można oglądać - LINK

Planowane:

  • Renowacja komputerów Commodore 64 i Atari 65XE
    9f5fe1524b0bff67.jpg
    937697a0f0f40856.jpg
  • Instalacja niestandardowego oprogramowania w telefonach Nokia 6150 i Nokia 5210; budowa kabla połączeniowego telefon-PC
  • Odświeżenie i przebudowa kompresora, żeby zajmował mniej miejsca
  • Rozbudowa zasilacza o tryb CV (constant voltage) i CC (constant current), wymiana obudowy
  • Instalacja woltomierza i amperomierza w motocyklu, z użyciem analogowych wskaźników z epoki
  • Wymiana instalacji hamulcowej w motocyklu
  • Dostosowanie oświetlenia w motocyklu do wymogów krajowych - zmiana podłączenia świateł postojowych

Admin

O mnie

Władimir Reanimator, trepanator, egzorcysta i nekromanta starej elektroniki. Mam niezdrowy pociąg do rzeczy, które błagają, by oddać je na elektrozłom - ja jednak wyduszam z nich ostatnie iskry życia. Uważam, że prawo do naprawy powinno obejmować wszystkich, łącznie z politykami; najchętniej kombinerkami, lutownicą i drutem w czaszce.

Pełny opis

Kontakt

Dwa razy o rynnę i raz o szybę.
Mail: magkakofag [ @ ] tutamail.com
Mastodon 1: Nusquam tuta fides
Mastodon 2: Koniec torów i buraki

Polityka prywatności

Cała treść i zamieszczone materiały, o ile nie wskazałem inaczej, pozostają moją wyłączną własnością intelektualną.
Możesz ją cytować na innych stronach, o ile pod cytatem podasz źródło, oraz zamieszczać do niej linki.
Nie możesz używać treści jako swojej własnej - nazywamy to plagiatem :)

Twórca strony nie wyraża zgody na używanie treści do trenowania modeli językowych (LLM, sztuczna inteligencja, AI).
The creator does not give consent to using the contents of this page for training of language models (LLM, artificial intelligence, AI).

Subscribe