Wieś Rogalin znajduje się niedaleko na południe od Poznania, w sercu Rogalińskiego Parku Krajobrazowego. Wśród ludzi jest znana przede wszystkim z wielkiego zespołu pałacowego Raczyńskich oraz z dębów rogalińskich, wśród których znajduje się najstarszy dąb w Polsce - ponad 800-letni Rus. Dla garou jest to przede wszystkim siedziba Marszałka Wielkopolski, ahrouna Srebrnych Kłów, Radosława Raczyńskiego-Krasińskiego herbu Nałęcz, ojca Waldemara Krasińskiego - Hetmana oraz jeszcze trzech synów. Marszałek jest zarówno dziedzicznym tytułem wilkołaczych władców Wielkopolski, jak i wilczym imieniem Radosława, mającym odbicie w jego historii rodzinnej i byciem predestynowanym do objęcia tronu od najmłodszych lat.
Caern rogaliński jest bezpośrednio związany z dębem - Rusem, lecz z uwagi na dużą liczbę zwiedzających to miejsce ludzi, wszelkie ceremonie odbywają się w pewnym oddaleniu, nad brzegiem starorzecza Warty, przy rzeźbie Leona Beresia „Ołtarze ofiarne”. Duchem opiekuńczym caernu jest Orzeł, a dostać się tam można tylko na drodze zaproszenia z dworu marszałka lub podczas oficjalnych uroczystości.
Obecnie, Marszałek jest już bardzo posuniętym w latach garou, a jego władza opiera się w dużej mierze na reputacji. Tajemnicą poliszynela jest fakt, że w razie jego śmierci wybuchnie wojna domowa o prawo do sukcesji Rogalina, niezależnie od tego, kogo na to stanowisko wyznaczy w swojej ostatniej woli… a przynajmniej dojdzie do jakiejś formy przewrotu - pytanie nie brzmi „czy?”, tylko „na jaką skalę?”.
Żaden z synów, z Hetmanem włącznie, nie ma ochoty zadowalać się bardziej peryferyjnymi ośrodkami władzy - szczególnie, że na kimś spocznie niewdzięczny obowiązek zakończenia sporu terytorialnego z wojewodą caernu na Wolinie o stare terytoria łowieckie w okolicach Piły, które do dziś pozostają obszarem walk między garou z Wielkopolski i Pomorza Zachodniego.
Dziedzic Rogalina będzie w tej wygodnej sytuacji, że zgodnie z tradycyjnym układem sił nie ma obowiązku osobistego zaangażowania w konflikt - polecenie załatwienia sprawy może wydać komuś innemu, a samemu poprzestanie na finałowych obowiązkach dyplomatycznych. Tragiczna sytuacja wilkołaków jako takich wydaje się nie wpływać na ten zadawniony spór, a w innych częściach Polski patrzy się na niego z dezaprobatą, jak na bezsensowny rozlew krwi, którym w gruncie rzeczy jest.


