Stolica Wielkopolski nie jest dobrym miejscem do życia dla garou. Pomimo widocznej zamożności i nowoczesności, niewiele wilkołaków obecnie żyje w samym mieście. Jedyni, którzy nazywają Poznań swoim domem, to wataha sześciu Gnatożujów, skupiona wokół caernu na tyłach wietnamskiego baru Bạc Trăng.
Według słów Czopki, galiarda Gnatożujów:
Patrzysz dookoła i co widzisz? Ładnie tu, prawda? A ja ci powiem: to jedno wielkie gówno. Marszałek się zestarzał i nie wystawia nosa z Rogalina, zresztą wie, że lada dzień kopnie w kalendarz… i bardziej go zajmuje, jak podzielić województwo między swoich synalków i którego z nich osadzić w której zabitej dechami, historycznej dziurze. Gniezno, Biskupin, Giecz, Santok… zresztą gdzie w ogóle, kurwa, jest Santok?
Gnijemy od środka, wszystkim się wydaje, że wystarczy udawać, że jest tak, jak było w średniowieczu, ale bardzo, kurwa, nie jest. U was przynajmniej porządnie pierdolnęło i wiecie, przez co jesteście tam, gdzie jesteście; nasza Apokalipsa to zamieranie i powolne gnicie, aż wszyscy się nie rozłożymy…1)
W Poznaniu, w klubie Peryskop, odbył się koncert zespołu Vibowita. Przebywał z nim Beau, a obaj nawiązali w efekcie przyjacielskie stosunki z poznańskimi Gnatożujami. Poznali wtedy pewne fakty z historii życia Hetmana, jak również dowiedzieli się, że w przypadku niemal pewnej wojny o sukcesję po śmierci Marszałka Wielkopolski, Hetman nie zamierza poprzestawać na byciu władcą ziemi łódzkiej i z pewnością sięgnie po władzę w caernie rogalińskim. Siłą, która ma go wesprzeć w walce z braćmi, będą wtedy garou z jego świeżo nadanej łódzkiej dzielnicy.
Powyższe spotkanie zakończyło się nieoficjalną umową o wzajemnej nieagresji między Poznaniem a Łodzią, bez względu na okoliczności - nikt ze zgromadzonych nie chciał oddawać życia za feudalny światopogląd swoich nominalnych władców.
1)
Jest to aluzja do zagłady caernu łagiewnickiego.
- inne_miejsca/poznan.txt
- ostatnio zmienione: 2025/12/13 20:30
- przez
u-fly