Ludzkie imię: Tadeusz Rutkowski (oficjalnie), Dado (dla Romów)
Wilcze imię: Głowa Myszy
Patronat: Teurg
Plemię: Gnatożuje
Wataha: nie ma nazwy, znana po prostu jako „Dado i jego synowie”
Urodzony około roku 1960 w średniozamożnej romskiej rodzinie w okolicach Włocławka, Dado niewiele już pamiętał z czasów cygańskich taborów - przymusowe osiedlanie Romów przez władze PRL zakończyło sie w jego wczesnym dzieciństwie - za to od małego bardzo dobrze zapoznał się z wykluczeniem społecznym i niechęcią, z jaką Romowie byli traktowani zarówno przez zwykłych Polaków, jak i przedstawicieli władzy. Edukację zakończył na czterech klasach szkoły podstawowej i jak to było wówczas w zwyczaju, zerwał większość kontaktów z „gadziami” (nie-Romami) po to, by otrzymać dużo ważniejsze przygotowanie do życia w romskiej społeczności.
Jego praktyczna edukacja jednak nie szła tak, jak powinna. We wczesnej nastoletniosci, młodego Dado zaczęły nawiedzać koszmarne sny o ludziach, zmieniających się w wilki, wydawało mu się, że rozumie język zwierząt (i co ciekawe, to, co zwierzęta mu mówiły, najczęściej się sprawdzało), a także wiele razy budził się z dala od domu, nagi, pokaleczony gałęziami i ze śladami krwi na ustach. Bardzo szybko rozeszła się wśród Romów plotka, że młody Dado jest opętany. Zaczął budzić wśród rówieśników lęk, a jego rodziny unikano. Ponieważ objawy przybierały na sile, rodzina najpierw uciekła się do domowych sposobów wypędzania złego, a gdy te nie pomogły, zwróciła się do przywódcy społeczności z prośbą o obejrzenie syna przez biegłe w swojej sztuce znachorki i zamawiaczki. Dokładnego przebiegu tych „badań” nie zna dziś nikt poza samym Dado, lecz po ich zakończeniu konsylium wiedzących kobiet wydało opinię, która brzmiała jak wyrok: chłopiec jest wilkołakiem i nie może dłużej przebywać między ludźmi, gdyż jego żądzy zabijania nie da się powstrzymać.
Słowa znachorek były ciosem dla rodziny Dado oraz jego samego. Jednak sąsiedzi, usłyszawszy werdykt, nie zamierzali pozwalać na nadmiar czułości - pozbycie się odmieńca było najważniejsze. Sytuacja stanęła na krawędzi linczu i młody Dado musiał uciekać przed przemocą.
Nie wszystko było jednak stracone. Długotrwałe spotkanie chłopaka z Wiedzącymi nie składało się jedynie z podejrzanych i nieprzyjemnych badań. W jego trakcie Dado zdążył kilka razy zaprezentować swoje zdolności rozmowy ze zwierzętami i przewidywania przyszłości, czym naprawdę zaimponował kobietom. Choć jasne było, że nie ma dla niego miejsca w społeczeństwie, rządzącym się sztywnymi zasadami, gdzie tylko kobieta mogła wróżyć, leczyć i przepowiadać, romskie Wiedzące nie były w ciemię bite. Od pokoleń miały świadomość istnienia wilkołaków i pewne pojęcie o ich sposobie życia. Jedna z nich ostrzegła chłopaka o spodziewanym linczu i kazała zawczasu uciekać w umówione wcześniej miejsce, gdzie po zachodzie słońca mieli się spotkać ponownie. Tam, gdy nadszedł czas, zjawiła się z niewielką sumą pieniędzy, prowiantem na drogę i kazała się kierować aż do odległego Czerska w Borach Tucholskich, gdzie miał rezydować inny Rom-wilkołak, Nie-Rzucający-Cienia. Tylko tyle mogła dla niego zrobić.
Na przekór trudnościom, spotkanie doszło do skutku i już wkrótce młody Dado zaczął być znany jako Głowa Myszy, biorąc za życiową maksymę przysłowie „Lepiej być głową myszy niż ogonem lwa”. Jego nowoodkryta natura przestała być przekleństwem, a stała się całkiem wygodnym sposobem na życie - szczególnie, gdy należało zabrać coś bez śladu i zmylić za sobą pogoń. Jednak największą pasją młodego garou stały się kontakty ze światem duchów, który współplemieńcy Nie-Rzucającego-Cienia pokazali nowemu przybyszowi, wyjaśniając wiele pytań, które nurtowały go od dawna, i pomagając jego wrodzonym mocom skanalizować się w pełnoprawne dary, które mogły przynieść zarówno pożytek, jak i szkodę innym - zależnie o co prosili…
Poszczęściło mu się również w życiu rodzinnym. W Czersku poznał dziewczynę (dyskretnie podsuniętą mu przez Nie-Rzucającego-Cienia), która pochodziła z rodziny Wiedzących i była świadoma istnienia garou. Zanim Dado się obejrzał, był już w szczęśliwym związku, z dwójką synów.
Mimo tego, że po raz pierwszy od dawna czuł się na swoim miejscu i wreszcie nikt go nie nienawidził z racji bycia Cyganem czy wilkołakiem, Dado podświadomie odczuwał, że powinien znajdować się gdzie indziej. Pamięć odrzucenia, którego doznał, tkwiła głęboko w nim i nakazywała wrócić do tych, którzy raz nim wzgardzili przez swoje głupie przesądy - po to, żeby teraz mogli się przekonać, na kogo wyrósł… I tak pewnego dnia Dado, już dorosły mężczyzna, opuścił Czersk razem z rodziną i nie pytając nikogo o pozwolenie osiedlił się na obrzeżach swojej starej wsi pod Włocławkiem.
Jego rodzice już nie żyli, część sąsiadów się zmieniła - jednak jego powrót nie pozostał niezauważony. Z początku nie poszło łatwo, lecz kilka trafnych przepowiedni w jednym miejscu, dyskretna klątwa rzucona w drugim, pomoc medyczna pod nieobecność lekarza jeszcze w trzecim… wszystko to powoli przekonywało nowych i starych mieszkańców do niego. Może i zamawiał choroby, ale nie jak baba - każdy, kto do niego przyszedł, czuł niewytłumaczalną moc, płynącą wprost z jego ciała. A i jakoś nikt nie widział, żeby w nocy zamieniał się w wilka i wył do księżyca… Ludzie w końcu przywykli.
Normalność załamała się pewnej czerwcowej nocy. Cała wieś żyła hucznym weselem syna jednego z bogatszych gospodarzy. Zaproszono również Dado z żoną - i wszystko potoczyłoby się zwykłym rytmem weselnych zabaw, gdyby jeden z gości, ośmielony nadmiarem skonsumowanej siwuchy, nie zaczął w ordynarny sposób ubliżać Dado i wypominać historię jego wypędzenia sprzed lat. Po chwili dołączyli sie kolejni. Reszty tego wieczoru Dado nie pamiętał, za to gdy się ocknął, sala weselna przypominała rzeźnię, w której wybuchł granat, on sam zaś stał pośrodku w porwanym na strzępy garniturze, jeszcze częściowo porośnięty wilczym futrem, na rękach trzymając zmasakrowane ciało swojej żony…
Gdy dotarło do niego, co zrobił, nie był w stanie sobie wyobrazić, że ma żyć dalej. Tak, jak stał, pobiegł do domu, porwał śpiących synów i w pierwszym przebłysku ludzkiej świadomości postanowił skończyć ze sobą i dziećmi, rzucając się pod pierwszy pociąg do Włocławka.
W tym miejscu zapewne skończyłaby się jego historia, gdyby nie kolejny niesamowity zbieg okoliczności. Gdy Dado stał już na torach, z dziećmi pod pachami, oświetlany reflektorami lokomotywy i otrąbiany na próżno przez maszynistę, nagle jakaś niewidzialna siła zmiotła go z torowiska w pole, a po chwili nachylił się nad nim absolutnie najbrzydszy i ostentacyjnie wystrojony Rom, jakiego w życiu widział - i zapytał, kim Dado jest i co tu odpierdala. Tak właśnie doszło do spotkania Tadeusza Rutkowskiego z wampirzym księciem Grgą Pitićem. Coś, co w normalnych warunkach zakończyłoby sie kolejnym rozlewem krwi, przerodziło się w długą rozmowę, w wyniku której Dado został odwieziony razem z dziećmi z powrotem do Czerska po to, aby tam mogli dojść do siebie.
Rekonwalescencja psychiczna Dado trwała długo. Gdy w końcu doszedł do jako takiego ładu z własną głową, opuścił Czersk po raz ostatni, nie chcąc wspominać miejsca, które kojarzyło mu się z żoną. Razem z synami osiedlił się w podłódzkim Lutomiersku i tam poświęcił się ich wychowaniu, traktując to jako obowiązek, który był winny żonie. Kontakty z garou z Łodzi oraz pomniejszych miast utrzymywał sporadyczne, niejako na własne życzenie odcinając się od życia społecznego. Z tego też względu niemal w całości ominęła go tragedia zagłady caernu łagiewnickiego.
Obecnie Dado pomieszkuje bądź to w skromnym, jednoizbowym domku socjalnym na łódzkim Rokiciu, bądź to w okolicach Konstantynowa i Lutomierska, pod rozmaitymi tymczasowymi adresami, utrzymywanymi przez jego synów. Cała trójka jest niemal nierozłączna, i choć próżno ich szukać wśród wyższych wilkołaczych sfer Łodzi, zawsze wiedzą, co się aktualnie dzieje i gdzie, czy to po tej, czy po drugiej stronie Umbry…
- cyganie/ojciec_dado.txt
- ostatnio zmienione: 2026/01/27 15:05
- przez
u-fly