Ludzkie imię: Łukasz Dereń
Wilcze imię: Dereń (a po co miał się wysilać…)
Patronat: Ragabash
Plemię: Chodzący po Szkle
Wataha: Strzępki Życia, znana ogólnie pod nazwą Mycorhiza

Skrótowy opis:
Urodzony w 1982 r., w Londynie w rodzinie polskich imigrantów-naukowców, którzy opuścili kraj, uciekając przed możliwymi konsekwencjami stanu wojennego. W odróżnieniu od większości garou, Łukasz miał spore szczęście przy odkrywaniu swojej wilczej tożsamościm gdyż był szczenięciem spodziewanym, a jego rodzice mieli świadomość, jaki potomek im się urodzi. Taki luksus nawet wtedy nie był dany wielu, a po Zagładzie - praktycznie nikomu. Być może właśnie ta okoliczność zaważyła na ucieczce rodziców Łukasza za granicę.
Była to para nieco narwanych biologów, wywodzących się ze środowiska hipisowskiego - matka-garou z Dzieci Gai, a ojciec-człowiek, świadomy istnienia wilkołaków i oddany utrzymywaniu ich istnienia w sekrecie.1)

W pewnym momencie swojego życia państwo Dereń uznali, że dużo lepiej przysłużą się Matce Gai, poświęcając się badaniom naukowym wszystkich tych substancji, które do tej pory z upodobaniem przyjmowali do organizmu w celu zmiany stanu świadomości. Choć niezbędne wykształcenie zdobyli jeszcze w Polsce, dopiero stabilność polityczna i relatywnie większa swoboda obyczajowa Wielkiej Brytanii pozwoliły im na rozwinięcie skrzydeł w tej dziedzinie.

Dzieciństwo Łukasza upłynęło na częstych zmianach miejsca zamieszkania, powodowanych badaniami terenowymi rodziców. Od najmłodszych lat był wychowywany w rozmaitych caernach, a edukację odebrał, można by powiedzieć… prywatnie. Z tej przyczyny wyrósł na dość zamkniętego w sobie i stroniącego od zwykłych ludzi młodego człowieka, skoncentrowanego na nauce. Choć w jego wypadku nie mieliśmy do czynienia z takim stresem i poczuciem zagubienia, jaki zwykle towarzyszy pierwszej przemianie, również i jego dopadł okres nastoletniego buntu, w którym sporo się dla niego zmieniło. Młody szczeniak, który był już prawie pewnym kandydatem na Dziecko Gai, mające iść w ślady rodziców i badać grzyby oraz rośliny halucynogenne na angielskich łąkach i mokradłach, pewnej deszczowej, jesiennej nocy opuścił dom rodzinny - po czym odnalazł się po prawie dwóch tygodniach w caernie Chodzących po Szkle w Manchesterze. W ciągu kilku dni, które tam spędził, całkowicie przewartościował swoje pomysły na życie (zapewne miał na to wpływ pierwszy kontakt z poważną technologią informatyczną, którą po raz pierwszy zobaczył w akcji właśnie tam).

Rodzice z początku nie byli szczęśliwi, że ich jedyny syn ma zamiar porzucić życie w zgodzie z naturą, jak na garou przystało, i przyłączyć się do nieco podejrzanego plemienia, znanego z nazbyt bliskich związków z Tkaczką. Łukasz jednak był nieugięty i postawił na swoim. Nie zerwał mimo wszystko kontaktów z rodzicami, lecz od tamtej pory wiódł już samodzielne życie, stając się jednym z pierwszych studentów wówczas całkiem nowego kierunku - biotechnologii.

Po obronie pracy magisterskiej Łukasz przepracował kilka lat na jednym z uniwersytetów, po czym postanowił kontynuować naukę za granicą - na Uniwersytecie w Grazu w Austrii, gdzie zaakceptowano plan jego pracy doktorskiej, poświęconej badaniu podobieństw w przepływie sygnałów w komórkach grzybów i śluzorośli do sygnałów generowanych w układach logicznych. Tam też spotkał Katrin Radman. O ile jego stosunek do ludzi nie uległ zbytniej zmianie od czasów nastoletnich, o tyle Dereń od zawsze miał wrodzony talent do wyczuwania garou. Gdy spotkał po raz pierwszy nieznajomą Słowenkę, coś w niej wydało mu się znajomym. Po dwóch kolejnych spotkaniach był już pewien. Tak narodziła się długoletnia znajomość, a być może nawet przyjaźń - nie wspominając o współpracy biznesowej. Łukasz Dereń od dawna widział potencjał, drzemiący w biotechnologii i poszukiwał możliwości rozwoju interesu w tej dziedzinie, gdyż dojrzał do ułożenia sobie życia i przekonał się, że poświęcanie się badaniom akademickim nie przyniesie mu takiej satysfakcji, jakiej oczekiwał. Przekonał Katrin do wspólnego ubiegania się o grant z europejskiego programu rozwoju nowych technologii i - docelowo - założenia firmy, zajmującej się pozyskiwaniem surowców farmaceutycznych z rozmaitych kultur grzybów.

Ku zdziwieniu obojga, jeden ze złożonych wniosków został przyjęty przez łódzki Bionanopark. Tak narodziła się Mycorhiza sp. z o.o.

Firma znajduje się wciąż w fazie rozwoju, zatrudniając Katrin, Derenia i kilkoro studentów łódzkiej politechniki jako praktykantów. Zgodnie ze swoją naturą, Dereń pełni w niej rolę koordynatora badań, zostawiając bardziej obrotnej i wygadanej Katrin kwestie kontaktu z klientem i pozyskiwanie nowych zamówień.

1)
Przed Zagładą takie osoby nazywano Krewniakami, obecnie to pojęcie zmieniło znaczenie.